
gładko mijamy się na schodach
nie dostrzegamy się w łazience
witamy dzień skinieniem głowy –
wszystko poprawnie i nic więcej
czyścimy buty pastą KIWI
(fenomenalnie nieprawdziwi)-
pijemy szampana w południe
wmawiając wokół, ze jest cudnie
z rzadka, niechętnie (późną nocą)
pytamy lustra: kurwa, po co? –
budzimy się zbyt wczesnym ranem
maski zostają niewyspane

mokną, niby zbiorowo,
na deszczu wisienne liście
każdemu z nich jednak zimno
z osobna, oczywiście
każdy drży po swojemu
i władcy wiatru prosi
ażeby mu pozwolił
mniej kaszlem się zanosić
i żeby wilgoć na żyłkach
osuszył jak najprędzej
i żeby jeszcze choć chwilka, nim spadnie
nie trzeba więcej
bo potem już tylko odejdzie
w złotawe zapomnienie
samotnie, mimo że z braćmi,
raniąc się o kamienie
poeta stanie przy drzewie
wsłucha się w niby – ciszę
weźmie liść (jak list) do ręki
i może coś napisze
znowu się smagam zaciętym dniem
polewam octem nocy
palę kadzidło zaległych spraw
popiół wcieram pod oczy
na zbyt wygodnych pierzynach prawd
codziennych i zwyczajnych
na ziarnku grochu zwiędłych lat
wiercę się niespokojny
nieheblowanych gazet drzazgi
ranią opuszki powiek
drukarskiej farby kwaśny moszcz
zatruwa sen ołowiem
żołądek trawi powszedni chleb
mesjaszy i proroków
z krawędzi łóżka rzucam się
na własną belkę w oku
pod mostem na ostatni brzeg
wśród miałkich myśli prochu
w kartonie po skradzionym dniu
zasypiam na ziarnku grochu

figury geometryczne
zygzaki, znaki magiczne
litery przelane na Papier
rozparte jak na kanapie
z liter składane słowa
spisana kochanków rozmowa
lub liści symfonia na wietrze
i kłótnie o to co lepsze
Pan Papier wszystko wytrzyma
czy lato, wiosna, czy zima
czy nawet kapryśna jesień
od której zaczął się wrzesień
bo Papier nie miewa chandry
pojmuje wszelkie meandry
i inne duszy zakręty
nas głupców, grzeszników, pół świętych
rozumie też radość tej chwili
gdy zapach do ciasta wanilii
z czułością zmysły nam drapie –
najlepszy Przyjaciel – Papier
Narzekasz na brudne chodniki twojej ulicy,
ceny papierosów i nagłe wyjazdy.
Poważne rozmowy toczą się zawsze
przy obiedzie, albo gdy zaczyna się ściemniać.
Wyrzucasz kota z pokoju i zbierasz okruchy
ze stolika – absurdalnie łatwe rytuały każdego
poranka, a jednak narzekasz, że trudno tak
i że brakuje jakiegoś boga żeby móc go wezwać,
przeklnąć. Nigdy nie będziesz damą
bo zbyt często podpierasz ściany, jakbyś bała się,
że wiatr zburzy twój dom. Co z tego, mówisz,
komu może brakować pustych przestrzeni.
I jeszcze: to takie nieludzkie, kiedy stopy wrastają
w podłogę, dlatego nie wychodzisz. Czasem piszesz
jakieś listy ale tylko w głowie bo nie masz na znaczek,
zresztą na poczcie i tak jest zbyt tłoczno.
I co teraz, chyba tylko podgrzać mleko
i założyć skarpetki. Zamknąć okna, uciec przed
powietrzem smutnego października. Wystarczy.

w dzień zwykły i przy niedzieli
w biurze, w podróży, w... pościeli
w kolejce też, na bazarze
we śnie nabrzmiałym od marzeń
i żeby komuś nawtykać
i kiedy słowna muzyka –
on pośrednik w czymś miłym
pomocny, bo braknie już siły
przekaźnik gorzkawych treści
i kilku hiobowych wieści –
on medyk i plaster na rany
gdy słyszysz głos wyczekany
W taki dzień gołębie spadają z balkonów
a butelki tłuką się same, jedna po drugiej.
Wszystko jest prawie tak dziwne jak to,
że nie rozmawiamy od czterdziestu dni,
a ja przestałam pić kawę po przebudzeniu.
Zgubiłam swoje dłonie (i tak były zbyt zimne);
nie wiem czy jeszcze istniejesz
czy już tylko w mojej głowie wychodzisz co wieczór
na rytualny spacer główną ulicą miasta.

zbieram na jarmarkach wersy
piąty, drugi, trzeci, pierwszy
czwarty gdzieś się zawieruszył
w zakamarkach kociej duszy
szukam rymów na pchlich targach
- nie zużytych i bez pęknięć –
jeśli zręcznie je poskładać
będzie pięknie
kupię słowa nie wytarte
przyprawione trafnym żartem, nie za bezcen
bo umieszczać ich w niebycie
jak staruszek zwiędłych życiem, mi się nie chce
parę znaków przystankowych zachowanych
na dnie głowy, całą wieczność
też pokazać tutaj mogło
najtrwalsze swoje godło, użyteczność
przyjmę też na przechowanie
zręczną puentę – mądre zdanie na wymarciu
by ulepić z nich pomału
trochę bajek i kawałów nie do zdarcia
Najnowsze komentarze
14 min. 43 sek. temu
11 godzin 46 min. temu
1 dzień 1 godzina temu
1 dzień 11 godzin temu
1 dzień 18 godzin temu
2 dni 7 godzin temu
2 dni 14 godzin temu
2 dni 15 godzin temu
2 dni 18 godzin temu
2 dni 23 godziny temu