Blogi

Portret użytkownika SAKARTVELO26

"jest i tak"

gładko mijamy się na schodach
nie dostrzegamy się w łazience
witamy dzień skinieniem głowy –
wszystko poprawnie i nic więcej

czyścimy buty pastą KIWI
(fenomenalnie nieprawdziwi)-
pijemy szampana w południe
wmawiając wokół, ze jest cudnie

z rzadka, niechętnie (późną nocą)
pytamy lustra: kurwa, po co? –
budzimy się zbyt wczesnym ranem
maski zostają niewyspane

Portret użytkownika SAKARTVELO26

"kolektywność pozorna"

mokną, niby zbiorowo,
na deszczu wisienne liście
każdemu z nich jednak zimno
z osobna, oczywiście

każdy drży po swojemu
i władcy wiatru prosi
ażeby mu pozwolił
mniej kaszlem się zanosić

i żeby wilgoć na żyłkach
osuszył jak najprędzej
i żeby jeszcze choć chwilka, nim spadnie
nie trzeba więcej

bo potem już tylko odejdzie
w złotawe zapomnienie
samotnie, mimo że z braćmi,
raniąc się o kamienie

poeta stanie przy drzewie
wsłucha się w niby – ciszę
weźmie liść (jak list) do ręki
i może coś napisze

Portret użytkownika nocny79

na ziarnku grochu

znowu się smagam zaciętym dniem
polewam octem nocy
palę kadzidło zaległych spraw
popiół wcieram pod oczy

na zbyt wygodnych pierzynach prawd
codziennych i zwyczajnych
na ziarnku grochu zwiędłych lat
wiercę się niespokojny

nieheblowanych gazet drzazgi
ranią opuszki powiek
drukarskiej farby kwaśny moszcz
zatruwa sen ołowiem

żołądek trawi powszedni chleb
mesjaszy i proroków
z krawędzi łóżka rzucam się
na własną belkę w oku

pod mostem na ostatni brzeg
wśród miałkich myśli prochu
w kartonie po skradzionym dniu
zasypiam na ziarnku grochu

Portret użytkownika SAKARTVELO26

"Papieru cierpliwość"

figury geometryczne
zygzaki, znaki magiczne
litery przelane na Papier
rozparte jak na kanapie

z liter składane słowa
spisana kochanków rozmowa
lub liści symfonia na wietrze
i kłótnie o to co lepsze

Pan Papier wszystko wytrzyma
czy lato, wiosna, czy zima
czy nawet kapryśna jesień
od której zaczął się wrzesień

bo Papier nie miewa chandry
pojmuje wszelkie meandry
i inne duszy zakręty
nas głupców, grzeszników, pół świętych

rozumie też radość tej chwili
gdy zapach do ciasta wanilii
z czułością zmysły nam drapie –
najlepszy Przyjaciel – Papier

Portret użytkownika noyau

w mieszkaniu na drugim piętrze robi się zimno

Narzekasz na brudne chodniki twojej ulicy,
ceny papierosów i nagłe wyjazdy.
Poważne rozmowy toczą się zawsze
przy obiedzie, albo gdy zaczyna się ściemniać.

Wyrzucasz kota z pokoju i zbierasz okruchy
ze stolika – absurdalnie łatwe rytuały każdego
poranka, a jednak narzekasz, że trudno tak
i że brakuje jakiegoś boga żeby móc go wezwać,

przeklnąć. Nigdy nie będziesz damą
bo zbyt często podpierasz ściany, jakbyś bała się,
że wiatr zburzy twój dom. Co z tego, mówisz,
komu może brakować pustych przestrzeni.

I jeszcze: to takie nieludzkie, kiedy stopy wrastają
w podłogę, dlatego nie wychodzisz. Czasem piszesz
jakieś listy ale tylko w głowie bo nie masz na znaczek,
zresztą na poczcie i tak jest zbyt tłoczno.

I co teraz, chyba tylko podgrzać mleko
i założyć skarpetki. Zamknąć okna, uciec przed
powietrzem smutnego października. Wystarczy.

Portret użytkownika SAKARTVELO26

"telefon - dziś"

w dzień zwykły i przy niedzieli
w biurze, w podróży, w... pościeli
w kolejce też, na bazarze
we śnie nabrzmiałym od marzeń

i żeby komuś nawtykać
i kiedy słowna muzyka –
on pośrednik w czymś miłym
pomocny, bo braknie już siły

przekaźnik gorzkawych treści
i kilku hiobowych wieści –
on medyk i plaster na rany
gdy słyszysz głos wyczekany

Portret użytkownika noyau

tak naprawdę nic się nie stało

W taki dzień gołębie spadają z balkonów
a butelki tłuką się same, jedna po drugiej.

Wszystko jest prawie tak dziwne jak to,
że nie rozmawiamy od czterdziestu dni,
a ja przestałam pić kawę po przebudzeniu.

Zgubiłam swoje dłonie (i tak były zbyt zimne);
nie wiem czy jeszcze istniejesz
czy już tylko w mojej głowie wychodzisz co wieczór
na rytualny spacer główną ulicą miasta.

Portret użytkownika SAKARTVELO26

"kolekcjonerka"

zbieram na jarmarkach wersy
piąty, drugi, trzeci, pierwszy
czwarty gdzieś się zawieruszył
w zakamarkach kociej duszy

szukam rymów na pchlich targach
- nie zużytych i bez pęknięć –
jeśli zręcznie je poskładać
będzie pięknie

kupię słowa nie wytarte
przyprawione trafnym żartem, nie za bezcen
bo umieszczać ich w niebycie
jak staruszek zwiędłych życiem, mi się nie chce

parę znaków przystankowych zachowanych
na dnie głowy, całą wieczność
też pokazać tutaj mogło
najtrwalsze swoje godło, użyteczność

przyjmę też na przechowanie
zręczną puentę – mądre zdanie na wymarciu
by ulepić z nich pomału
trochę bajek i kawałów nie do zdarcia

Subskrybuje zawartość