
stary kredens
w salonie babci Anastazji
był obiektem dość słodkich
i śmiałych fantazji:
krył w sobie konfitur słoje
stos domków z piernika
miśnieńską porcelanę
nalewkę Ludwika
miał zapach soku z derenia
wytworność kryształów
w takiej na przykład karafce
z likierem z migdałów
przepastny jak wyobraźnia
sześciolatki sprytnej
pomieścił zgrabnie co smaczne
i całkiem niezwykłe -
kilka spodeczków różowych
pięć lasek wanilii
odległe kadry dzieciństwa
do rymów sprzed chwili

miłosne wyznania
los do poskładania
z klocków LEGO
trzy końcowe wnioski
dwie durne pogłoski
złapać w biegu
ściany znów pobielić
chlebem się podzielić
bardzo szczerze
nie powiedzieć sobie
czego dziś nie zrobię
bo Mu nie wierzę

na wypukłościach czaszki
zwisając w dół pajęczymi nogami
przysiadły myśli ciężkie
ponieważ ciężarne
za chwilę powiją ołowianość chmur
oglądanych przez okno podobno letniego poranka
wydadzą na świat grad albo deszcz
a może nawet błyskawicę czyjegoś krzyku
jeszcze moment a uderzając
maleńkimi młoteczkami w potylicę
rozbiją ją by przez tak zrobiony otwór wypuścić
z mózgu receptory wszystkich koszmarów
w kolejnej sekundzie urodzą dodatkowo
chyba zamiast depresji endogennej
zdecydowaną skłonność do przesady
niektórzy nazywają to uprawianiem literatury

Kolosalnie rzadki wypełniacz serca.
Kłak po fryzjerze, z pierwszego strzyżenia.
Inni ssą dziewictwo.
Ty gromadzisz pustkę; flesze i migawki.
Czytałem że da się zamrozić światło.
Landrynki po wieczność
i piłka bez łatek.
To byłby świat, horyzont ideału.
Synku, czas w końcu dorosnąć.
Spawarka, zmywak - piwo.
Już czytasz bajki cudzym.
Twórz własne, prawdziwe - gówno.
O parę lat przesunę,
lecz gdzie na suwaku wieczność!?
Piekło dojrzewa czasem.
Umysł, rozporkiem ego.
Podobno pijąc go wykańczasz.
Neuron po neuronie.
Jak wiele trzeba wypić,
by grać zwyczajną rolę ?

są strofy dla Majki codziennej
i wiersze dla Majki odświętnej –
jak pierwsze krople rosy
na Majki stopach bosych
są mity i fantazję
na Majki wyobraźnię -
ot, byty i niebywajki
w specjalnych bajkach dla Majki

kiedy głównie spadają samoloty
i notowania w –
mnie dmuchawiec czy latawiec
kolorem spada na głowę
w chwilach gdy żywota miałkość
to męczy to znów nudzi –
mnie zazwyczaj niepoprawną
ciągnie do ludzi
a nad ranem którym wstaje
smuga światła pierwsza –
mnie dopiero przebudzoną
skłania do wiersza

Słyszałam szept, że jutro mają się skończyć znaczki i koperty. Papier na listy nie. Atrament ma wsiąknąć
w bibułkę, zniknąć, jak wszystkie bilety jednorazowe, które nie będą już kasowane kilkakrotnie. Fotografowie
narzekali w słuchawkę coś o wywoływaniu zdjęć, coś o kawie- ale to już nie mieści się w głowie: tylko jakieś
przysłowia, anegdoty- wszystko bez morału.
Nieobecni i przechodnie mówią: Najlepiej już zapominać, niż coś obiecywać- I tylko przeglądać
się w szklanych pamiątkach- jakichkolwiek: bez znaczenia od kogo i za co.
W zapyziałej kuchni piję sama herbatę. Przez otwarte drzwi podpatruję Magdę, siostrę. Magdalena czyta książkę.
Przepisuje co piąty wyraz na kartkę. Spoglądam więc obok i przytakuję: No, no. Tylko bez enumeracji w wierszach.

Ptactwo zasrało już parapet.
Ulgami w rytuale kredytów.
Spiralą świnek, na sezon grilla.
Cewnikiem okien - dziś już w plastikach.
Spakować grudki myśli,
linczując asfalt z PRL-u.
Jadący na wskazówkach czasu.
Pchającego szkorbut między szpary.
Ikon, przydrożnych mnichów.
Wgniatających bilbordy pod powieki.
Zryć przestrzeń grabkami fantazji.
Głaszcząc matowy filtr, marlboro.
Jeszcze raz powiedz mi - miłość.
Klimakterium skroni oświeconych.
Absolut, którym gram na przemian.
Łyk, dym, pianino.
Skiń kroplo na piach po suszy.
Drgające wargi żądzy słowa,
i skurcze w udach późną nocą.
Kobiecych czekań, gdy dochodzą.
Fistaszki, no i te rodzynki!
Dosypię, znaj mą dobroć.
Dla ciebie pulsu rwana strofa.
Dla mnie chinina, malarii potop ...
Najnowsze komentarze
11 sek. temu
12 godzin 20 min. temu
22 godziny 1 min. temu
2 dni 22 godziny temu
4 dni 4 godziny temu
5 dni 21 godzin temu
1 tydzień 18 godzin temu
1 tydzień 22 godziny temu
1 tydzień 1 dzień temu
1 tydzień 5 dni temu