
Kochani, za kilka dni JEDYNYM adresem prowadzącym do naszego serwisu, będzie www.klubliteratow.pl
Adres gmail.pl zmienia właściciela.
Po odłączeniu domeny "gmail.pl", nie ulegną zmianie ani loginy, ani hasła, ani nie zginie żadna z Waszych prac.
Wszytko zostaje jak jest, zmienia się tylko nasz adres.
pozdrawiam
Admin

gładko mijamy się na schodach
nie dostrzegamy się w łazience
witamy dzień skinieniem głowy –
wszystko poprawnie i nic więcej
czyścimy buty pastą KIWI
(fenomenalnie nieprawdziwi)-
pijemy szampana w południe
wmawiając wokół, ze jest cudnie
z rzadka, niechętnie (późną nocą)
pytamy lustra: kurwa, po co? –
budzimy się zbyt wczesnym ranem
maski zostają niewyspane

mokną, niby zbiorowo,
na deszczu wisienne liście
każdemu z nich jednak zimno
z osobna, oczywiście
każdy drży po swojemu
i władcy wiatru prosi
ażeby mu pozwolił
mniej kaszlem się zanosić
i żeby wilgoć na żyłkach
osuszył jak najprędzej
i żeby jeszcze choć chwilka, nim spadnie
nie trzeba więcej
bo potem już tylko odejdzie
w złotawe zapomnienie
samotnie, mimo że z braćmi,
raniąc się o kamienie
poeta stanie przy drzewie
wsłucha się w niby – ciszę
weźmie liść (jak list) do ręki
i może coś napisze
znowu się smagam zaciętym dniem
polewam octem nocy
palę kadzidło zaległych spraw
popiół wcieram pod oczy
na zbyt wygodnych pierzynach prawd
codziennych i zwyczajnych
na ziarnku grochu zwiędłych lat
wiercę się niespokojny
nieheblowanych gazet drzazgi
ranią opuszki powiek
drukarskiej farby kwaśny moszcz
zatruwa sen ołowiem
żołądek trawi powszedni chleb
mesjaszy i proroków
z krawędzi łóżka rzucam się
na własną belkę w oku
pod mostem na ostatni brzeg
wśród miałkich myśli prochu
w kartonie po skradzionym dniu
zasypiam na ziarnku grochu

figury geometryczne
zygzaki, znaki magiczne
litery przelane na Papier
rozparte jak na kanapie
z liter składane słowa
spisana kochanków rozmowa
lub liści symfonia na wietrze
i kłótnie o to co lepsze
Pan Papier wszystko wytrzyma
czy lato, wiosna, czy zima
czy nawet kapryśna jesień
od której zaczął się wrzesień
bo Papier nie miewa chandry
pojmuje wszelkie meandry
i inne duszy zakręty
nas głupców, grzeszników, pół świętych
rozumie też radość tej chwili
gdy zapach do ciasta wanilii
z czułością zmysły nam drapie –
najlepszy Przyjaciel – Papier
Narzekasz na brudne chodniki twojej ulicy,
ceny papierosów i nagłe wyjazdy.
Poważne rozmowy toczą się zawsze
przy obiedzie, albo gdy zaczyna się ściemniać.
Wyrzucasz kota z pokoju i zbierasz okruchy
ze stolika – absurdalnie łatwe rytuały każdego
poranka, a jednak narzekasz, że trudno tak
i że brakuje jakiegoś boga żeby móc go wezwać,
przeklnąć. Nigdy nie będziesz damą
bo zbyt często podpierasz ściany, jakbyś bała się,
że wiatr zburzy twój dom. Co z tego, mówisz,
komu może brakować pustych przestrzeni.
I jeszcze: to takie nieludzkie, kiedy stopy wrastają
w podłogę, dlatego nie wychodzisz. Czasem piszesz
jakieś listy ale tylko w głowie bo nie masz na znaczek,
zresztą na poczcie i tak jest zbyt tłoczno.
I co teraz, chyba tylko podgrzać mleko
i założyć skarpetki. Zamknąć okna, uciec przed
powietrzem smutnego października. Wystarczy.

w dzień zwykły i przy niedzieli
w biurze, w podróży, w... pościeli
w kolejce też, na bazarze
we śnie nabrzmiałym od marzeń
i żeby komuś nawtykać
i kiedy słowna muzyka –
on pośrednik w czymś miłym
pomocny, bo braknie już siły
przekaźnik gorzkawych treści
i kilku hiobowych wieści –
on medyk i plaster na rany
gdy słyszysz głos wyczekany
W taki dzień gołębie spadają z balkonów
a butelki tłuką się same, jedna po drugiej.
Wszystko jest prawie tak dziwne jak to,
że nie rozmawiamy od czterdziestu dni,
a ja przestałam pić kawę po przebudzeniu.
Zgubiłam swoje dłonie (i tak były zbyt zimne);
nie wiem czy jeszcze istniejesz
czy już tylko w mojej głowie wychodzisz co wieczór
na rytualny spacer główną ulicą miasta.
Najnowsze komentarze
14 min. 43 sek. temu
11 godzin 46 min. temu
1 dzień 1 godzina temu
1 dzień 11 godzin temu
1 dzień 18 godzin temu
2 dni 7 godzin temu
2 dni 14 godzin temu
2 dni 15 godzin temu
2 dni 18 godzin temu
2 dni 23 godziny temu