
nie do uwierzenia że wszyscy
urodziliśmy się mali
nosiliśmy śliniaki
i byli przytulani lub chociaż
przewijani czasem
dziwiliśmy się biedronkom
smakowaliśmy agrest
i dym ognisk może nawet byliśmy
najrozkoszniejszutkimi
pampuszkami i szczurkosiami
i ty i ja i ten debil z naprzeciwka
i ten znany polityk i ta ostra
osiemnastka
ze sklepu na rogu
dziwne ale nawet
potwór który
przechowywał dzieci w beczce
pewnie był czyjąś całuśną ślicznotą
może ktoś był dumny
z jego świadectw
i pierwszej lepszej pracy
nie do uwierzenia że wszyscy
zestarzejemy się tak czy owak
niektórzy nawet będą
uroczymi staruszkami
karmiącymi gołąbki
choć wciąż pozostaną
sukinsynami
inni pewnie będą
zrzędzić całymi dniami
i zapominać terminy wizyt
u proktologa z powodu
sklerozy lub przyzwyczajenia
nie do wiary
Odpowiedzi
Wrażenia
Dosadny. Mocny. Miewam podobne refleksje odnośnie czasu i co się dzieje później z ludźmi. Nie do wiary.
Jutro, po wizycie u
Jutro, po wizycie u proktologa idę z ostrą osiemnastką ze sklepu na rogu nakarmić gołąbki. Taki sukinsyn jestem mój pampuszku, szczurkosiu.
Tato
:D
:D
"Nie ma nic trwałego na tym świecie, poza tęsknotą za trwałością."
Nie do uwierzenia...
Nie do uwierzenia... śliniaków i przewijania niestety nie pamiętam, trzeba by luknąć na zdjęcia - pamięć niestety wybiórcza; za to biedronki i kłujący agrest - a i owszem. Biedronki wszelkiej maści: żółte, pomarańczowe, po czerwień, ale również zbierane do słoików stonki.
Oj było tego, co nie miara na dziadkowym polu! Z kolei agrest - wyłącznie prosto z krzaka, w kompocie zawsze trafiała się mucha :) Pampuszek - i to zgadzałoby się w pełni, szczurkoś mnie rozbawił, jak i ta całuśna ślicznota. Jednak do proktologa - za żadne skarby, chyba że po uśpieniu. Bądź, co bądź wizja karmienia gołąbków rzeczywiście powala... Oj, jeszcze chwileczkę, jeszcze momencik i zacznie się, zacznie się kręcić! Pozdr. :]
_Tomek.