
Dzisiaj znowu śniłam
Zamknęłam oczy
Marzeniami zapachniała
Moja skóra
A po niej
Czułą imitacją Twojego dotyku
Moja dłoń się snuła...
I oddech samotnie zamierał
na ustach
bo zamiast Twoich ust
pustka...
Endorfina rozszerza źrenice
czarne punkty...
znika tajemnica koloru
endorfina rozszerza źrenice
dzisiaj jedne widziałam szerokie
czy to po czekoladzie?
a może jej bliskość
ciało stęsknione
nie chciałeś...patrzyłeś
nie chciałeś...widziałeś
nie chciałeś...mówiłeś
nie chciałeś...słuchałeś
a ona?
Czy była jak perła - piękna
stuletnia drobinka piasku
z dna morza w muszli zaklęta
czy jak liść zwiędnięty
sprzed poprzedniej zimy...
Co było przemianą Twych oczu
rzęsami spowitych
powagą brwi ciemnych
czy czytac z nich mogę
chociaż spojrzeć
liczyc na błysk duszy
przechadzającej sie za lustrem rogówek
przejrzyj sie w moich
zobaczysz...
ja poznam...

Rymy częstochowskie czasem muszą być, w niektórych kawałkach współtworzą treść, a raczej są treścią i bez nich nie byłaby ona tym, co poeta miał na myśli. Nie trzymałabym się sztywno zasad prawdziwej sztuki. Zasada jest tylko planetą, wokół której krążą satelity: sztuki i sztuczki. Wiersz może być jak bicie zegara: 7 głosek, może 13, czasem jak bicie serca: rytmicznie ale nie tak wprost niczym emocje czy stuk szyn. Nieraz cały wiersz jest jednym taktem. Dlaczego nie rytmy, dlaczego nie rymy? One są właśnie sercem i duszą. Bez nich wiersz bywa tylko zwykłą snobistyczną grafomanią połączoną z megalomanią zazwyczaj. Eh, trzeba tylko chcieć się wczytać, złapać tempo, docisnąć empatią tam, gdzie boli. Dlaczego to piszę? W obronie galopu. Galopu serca, myśli i słów, które cisną się na usta i papier wraz z nadejściem weny.

Łobuz
Jestem łobuziakiem.
Lat ja osiem mam już z hakiem.
Siedziałem właśnie w szatni i wiązałem trampka czekając na mamę,
Gdy podeszła ona do mnie Zuzia lizuska jakich mało
Zresztą w naszej drugiej a dziewczyny to kujonki same
Nie biegają na przerwie, nie plują choćbym nie wiem co się działo.
Podeszła i powiedziała:
Kocham Cię i będę kochać zawsze,
Ty mi będziesz nosić plecak
I kanapki dasz mi zjeść,
Moja siostra ma chłopaka
To chłopaka też chcę mieć.
W tym momencie zabrała mnie mama, nie wiedziałem, co o tym myśleć,
Pytam się taty, bo o sprawach męskich się rozmawia z tatem
Z mamą się mówi o innych rzeczach, bo nie ma pasiora,
Co trzeba zrobić tatusiu, by dziewczynki być chłopakiem?
Tata mi powiedział tak:
Najważniejsze synu mój
Zwróć na siebie jej uwagę,
żeby mogła poznać Cię
i docenić Twą odwagę.
I zostaniesz chłopcem jej.
Gdy mama mnie przyprowadziła, wiedziałem już co zrobić mogę,
Poczekałem na moment kiedy Zuzia szła sama korytarzem,
Pomyślałem, teraz z pewnością mnie zauważy...
Z wprawą godną klasowego mistrza podstawiłem nogę!
Zuzia się rozbeczała i krzyczała, że:
Jak ja Ciebie kochać mogłam,
Skoro z Ciebie taki cham.
Serce całe Ci oddałam
Ty złamałeś je. Już wolę
Marcina z drugiej b!
Za uwagę do dzienniczka od tatusia w domu dostałem lanie
Lecz dzięki przygodzie tej zrozumiałem ważne zdanie
że kobiety nie zrozumiesz, w rozumieniu musisz lec
I że miłość nawet piękna może boleć też.
I od tego czasu mówię, że:
Jestem wielkim łobuziakiem,
Osiem lat mam już z hakiem
Lubię biegać ile sił,
Kopać, pluć mleko pić
Lecz dziewczyny to ja nie chcę mieć.

och, chłodny wyraz oczu,
obojętnie
obcym mówiony językiem
a czasem - tak blisko, że mały w nich, gorący dostrzegam płomyczek
i znowu - obojętna pantomima rąk w kieszeniach
Znużone ziewnięcie twarz w dziurę zamienia
a czasem - czułym dłoniom,
usta, ramiona, brzuch, gorące uda
tak czułym ulegają, płoną
i znowu - nie za mną wzrok swój miłośnie przeciągasz
W milczeniu zazdrośnie Cię oglądam
a czasem... tylko ja
Jakbym jedyną różą
w Twych ramionach kwitła
na pełnym róż wzgórzu.
Jedyna, niezwykła.

Wiejski dom
Wierszy pełen
Piosenek i trawy
Pod koszem zalęgły się larwy
Na polu ziąb
Kurz na wieży
Porozwalane przeżycia
Poetów harcerzy
Wśród petów
Naczynia do umycia
Bieda tu jest łatwa
Spokojem tego bytu
Usprawiedliwiona
Miłość mniej pseudo
Niż w mieście
Wolność bardziej wyzwolona
Wódka i trawa
Lżejsza i normalna
Nie taka znowu nielegalna
Nikt tu nie wali się na pysk
Śniadanie, kawa,
Opowiedziane sny
Lepiej tu nie zaglądać
Lepiej z daleka
Pieścić niechcenie
Bo jak potem wytłumaczyć w mieście
Głupie bez reszty zatracenie

Piosenka Pożegnalna bądź inaczej Termos
Jeżeli się nam rozstać zdarzy,
W różne drogi pójść
bo się różnią nasze nieba
bądź prozaicznie, po prostu dla chleba
Daj naleję do termosu ja herbaty
z wspomnieniami starej daty
tymi ciepłymi
nie tyle dobrymi, co ciepłymi.
Trzymaj zawsze go po lewej stronie,
aby ciepło biło do niej
i dbaj o nie,
dbaj o serce swoje
Jeśli będziesz szła już drogą,
już samotną, tylko Twoją
Wyjmij wtedy z lewej strony
gdy się zmęczysz, termos mały ten czerwony
Wypij z niego łyk herbaty
z wspomnieniami starej daty
tymi ciepłymi
nie tyle dobrymi, co ciepłymi.
Potem schowaj go po lewej stronie,
aby ciepło biło do niej
i dbaj o nie,
dbaj o serce swoje.
Gdy się skończy już samotna droga,
bądź gdy skończy się herbata,
Proszę nie porzucaj Ty termosu
Nie zostawiaj, on nie przyda się w kosmosie.
Bo nalałem doń herbaty,
Z wspomnieniami starej daty
tymi ciepłymi,
lecz czasem także i ciężkimi.
Połóż go gdzieś po lewej stronie,
By wspomnienie biło do niej,
bym dbał o nie,
bym też dbał o serce Twoje...

Jesteś smutny? Samotny? Znudzony?
Dawno wonnością nie zwiedziony
Blaskiem nie oszołomiony?
Nie zaproszony
gestem
Ni uśmiechem...?
Czasem zachłysnąć się oddechem
jest dobrze
Nie blaskiem wabienia
lecz słońca
prostym światłem uwieść się dać
I szczodrze
do siebie śmiać się
Śmiać!
Najnowsze komentarze
14 min. 43 sek. temu
11 godzin 46 min. temu
1 dzień 1 godzina temu
1 dzień 11 godzin temu
1 dzień 18 godzin temu
2 dni 7 godzin temu
2 dni 14 godzin temu
2 dni 15 godzin temu
2 dni 18 godzin temu
2 dni 23 godziny temu