
zbieram na jarmarkach wersy
piąty, drugi, trzeci, pierwszy
czwarty gdzieś się zawieruszył
w zakamarkach kociej duszy
szukam rymów na pchlich targach
- nie zużytych i bez pęknięć –
jeśli zręcznie je poskładać
będzie pięknie
kupię słowa nie wytarte
przyprawione trafnym żartem, nie za bezcen
bo umieszczać ich w niebycie
jak staruszek zwiędłych życiem, mi się nie chce
parę znaków przystankowych zachowanych
na dnie głowy, całą wieczność
też pokazać tutaj mogło
najtrwalsze swoje godło, użyteczność
przyjmę też na przechowanie
zręczną puentę – mądre zdanie na wymarciu
by ulepić z nich pomału
trochę bajek i kawałów nie do zdarcia
przestaliśmy pić kawę
a herbaty nie ma w żadnej szafce
puste kubki na stole
przelewamy się przez
oparcia krzeseł
i nie opowiadamy sobie
o sobie
przewracasz solniczkę czwarty raz-
może ktoś przyjdzie
i poruszy się powietrze
w naszym pokoju
gdzie zastygły dwa ciała
i nie istnieją już słowa
w żadnym języku

jak kamerton
nadawałeś ton
niejednemu istnieniu
wiara nadzieja miłość
brzmiały czysto
by co rano z uśmiechem
wtaczać syzyfowy kamień
na szczyt zegara
wczoraj
zabrzmiałeś
inaczej
wiara brzęczała cichutko
nadzieja grzmiała przyziemnie
a miłość fałszowała
w rytm głodnego serca
kamerton zawsze będzie solistą
nawet jeśli czasem fałszuje
Kozioł mówił
że poniżej trzystu
siedemdziesięciu pięciu
nie schodzi w tej górskiej okolicy
niżej nie dałby rady w sumie to wykańcza
tak jak tynk pęka i złazi w końcu to nie Wersal.

Ognistość pawi się za oknem
I wyjaskrawia się rzęsiście.
A ja tu stoję, ja tu moknę
Gdy z tamtej strony płoną liście.
Tam chodnik błyszczy samospłonem,
Gdy oto po tej stronie szyby
Kurzowe pyłki ust milionem
Szemrzą i wszystko jest na niby.
Nic nie zapali się wśród sprzętów
Tonących w rzece codzienności.
I brak tu tchu i argumentów.
I braknie wkrótce przytomności.
A tam pożarzą się płomienie,
Broczą chodniki rdzą czerwoną.
I nie wiem – fakt to czy złudzenie,
A tak ochoczo bym tam spłonął.
I za co tak mi się wywrzeszcza
Zaoknie wśród rdzawego czaru,
Gdy ja w szarości tonę kleszczach
A w żyłach muł mam zamiast żaru?

cień mnie samej
stracił ramę, bezpowrotnie
błądzi gdzieś po autostradach
niczym po „Wiśniowych sadach”, wciąż samotnie
pochodzi i zwieńczy dzieło
pochówkiem w muzeum

gdy słowom jędrności brak
czytam je wspak

Tak bym chciała być dla ciebie
Wenus, w twych marzeniach sennych.
Tak bym chciała u ogniska
Westą w życiu być codziennym.
Tak bym chciała firmamenty
niepokojów twych rozbielić.
Tak bym chciała twoje troski
dzień po dniu do końca dzielić.
Tak bym chciała twym radościom
zorzy rannej dodać blasku.
Uniesienia i upadki
w życia mego mieć potrzasku.
Tak bym chciała... lecz nie mogę
wola moja jest marzeniem.
Me pragnienia roztrzaskują się
jak fale... o milczenie.
Najnowsze komentarze
14 min. 43 sek. temu
11 godzin 46 min. temu
1 dzień 1 godzina temu
1 dzień 11 godzin temu
1 dzień 18 godzin temu
2 dni 7 godzin temu
2 dni 14 godzin temu
2 dni 15 godzin temu
2 dni 18 godzin temu
2 dni 23 godziny temu